Lipiec 11, 2017 Posted by Adriana Majdzińska in NEWS, WL4

Marcin Rupiewicz "Powrót Misia" i "Gadające głowy-milczące głowy"

WL4 Przestrzeń Sztuki i Fundacja Wspólnota Gdańska Prezentują Dwie wystawy Marcina Rupiewicza W Galerii WL4 "Powrót Misia" W Sali Marcina "Gadające głowy-milczące głowy" Wystawa trwa 8 - 17 lipca   W Galerii WL4 Powrót Misia do Trójmieścia wystawa przekrojowa głównie malarstwa olejnego. Spotkamy na niej różne formy umisowień. Umisiowione zostaną znane i mniej znane postaci, dzieła sztuki czasem ich twórcy, filmy i idee. Do tego może pasować tekst Lopeza Mausere o niedźwiedziach. W Sali Marcina Gadające Głowy/ Milczące Głowy – to medytacyjny seans w ciemnościach. Spotkamy tam obrazy olejne i animację pełną dziwnych dźwięków. Wolałbym jednak aby całość była niespodzianką. Zmiślone Historie – wylew  pod płaszczykiem – czerwony kapturek bezpowrotnie ginie w paszczy wilczycy. Niedźwiedźi  siła. Rozmalowanie kolorystyczne i figuratywna zabawna anegdota przemawia  do nas. o sprawach własnymi gestami niedźwiedzi. W depresji przyglądać się misiom. Nic, a nic mnie nie bawią wydają mi się jeszcze bardziej poważne, niż jesienna rzeczywistość. Artysta Marcin Rupiewicz udał się na emigrację do kraju niedźwiedzi pluszowych, macha teraz ręką do nas i śmieje się,  lecz czy jest mu do śmiechu?   Kimże, więc, jesteś śliczny misiu? Każdy miał misia pluszowego. Miś - zatem, można zaryzykować takie stwierdzenie - to każdy. Raz jest silny, raz jest słaby, raz przebrany, a raz nagi. Anegdota czy eksperymenty z kolorami? Wcielanie się w postaci popkultury i tęsknota za miłością, akceptacją, chęć dokonania heroicznych czynów oto misiów jest dewiza. Misiu bywa raz kobietą, raz mężczyzną, raz herosem, raz myśliwym raz dziczyzną. Konsekwentny kolorysta Rozmalowanie i gest w malarstwie olejnym jakim się posługuje Rupiewicz - nie zanika w jego pracach digitalnych, nieomal nie ginie, plama wzięta jak gdybyżywcem z płótna. A filmy przekształcają się w mity, mity w filmy i tak dalej. Walka postu z karnawałem Anegdota czy koloryzm? Ilustracje czy uprawianie filozofii? Galeria ról w które w malarstwie Marcina Rupiewicza wciela się Pan Miś jest długa: mamy misia tatę, mamy misia mamę i postaci całe mnóstwo. Mamy Misia Dalaj Lamę. Jest więc misiu, ruski, pruski mazowiecki. Polski i radziecki. Marilyn Monroe. Misiów cały ogrom. Groteska, ironia, infantylizm. 'Pan Misiu' - to nie Hucpa, ani wygłup - to bardzo poważna zabawa! Rupiewicz ma malarskich ojców duchowych są nimi Tadeusz Makowski i Witold Wojtkiewicz. Chociaż on sam twierdzi, że jego korzenie tkwią w pop-kulturze lat siedemdziesiątych. Ten radosny infantylizm niesie przesłanie - chociaż jest strojeniem min przez dorosłego pana. Miś krytyczny, Miś jest bardziej ponadczasowy, niż obrazy krytyczne, sam też jest sztuką krytyczną pod płaszczykiem. Zdekonstruuj się Panie Misiu!!! „ [Lopez Mausere] Marcin Rupiewicz (ur. 1966 w Gdańsku) 1993 - dyplom na ASP w Gdańsku w pracowni Prof. Hugona Laseckiego od 2001 mieszka i pracuje w Warszawie, uprawia malarstwo, tworzy animacje.   Wystawy indywidualne: 2015 - Bytów, Muzeum Zachodniokaszubskie - malarstwo, animacja 2013 - Warszawa, Akademica w budowie - malarstwo - Warszawa, Łysy Pingwin, malarstwo 2012 - Warszawa, PROJEKT, malarstwo i animacja 2011 - Łódź, Galeria Ars Nova i AHE - „sztuka biurowa“, wydruk wielkoformatowy, animacje 2010 - Warszawa, Galeria Promocyjna - malarstwo 2009 - Warszawa, Nizio Gallery - malarstwo - Warszawa, Galeria Wyjście Awaryjne - rysunki, video 2006 - Warszawa, Aurora, przedstawienie multimedialne (z Lopezem Mausere) 2005 - Warszawa, Festiwal Manifstacje Poetyckie - „misie żywo malowane“ - Warszawa, otwarcie pracowni Madalińskiego 85 - „leniwa niedziela“ - malarstwo, video 2004 - Warszawa, Galeria Wyjście Awaryjne - „sztuka biurowa“ - rysuneczki na karteczkach 2003 - Berlin, Club Der Polnischer Versager - malarstwo 2000 - Hamburg, Zinnschmelze Gallery - malarstwo 1998 - Sopot, Pod Psią i Kocią Łapą - malarstwo, - Sopot, Lili Marlene i Internet: http://kk.art.pl - malarstwo 1997 - Burgstein - Lägenfeld - rysunki węglem na skałach - Graz, „Wohnung und Bilder“ - malarstwo, drzeworyt 1996 - Gdańsk, Teatr Wybrzeże - malarstwo - Merano, Ost-West Club Gallery - malarstwo - Bydgoszcz, MÓZG - instalacja, performance 1995 - Bydgoszcz, MÓZG - instalacja, rysunki  - „projekcja kino paradiso“ - Berlin, BeBop Club - malarstwo - Gdynia, Salon Eljot - malarstwo 1994 - Sopot, Caffe Bazaar - malarstwo - Schloss Bröllin - rzeźba-obiekt 1992 - Gdańsk, Galeria ŻAK - malarstwo 1989 - Karlino, „Moloch“- instalacja, performance, pogranicze malarstwa   Udział w wystawach zbiorowych: 2012 - Klagenfurt - malarstwo 2011 - Łódź, Okregowa Izba Radców Prawnych - 4ARTS -  malarstwo 2010 - Bydgoszcz, Galeria Miejska BWA, HALLO! - malarstwo - Warszawa, Galeria Promocyjna - Salon Letni - malarstwo 2005 - Berlin, Neurotitan, „Damned in Haus Schwarzenberg - Beauty wins on all frontlines“ - malarstwo 2001 - Warszawa, Art New Media Gallery - grafika komputerowa 1997 - Lägenfeld - malarstwo 1996 - Lägenfeld - malarstwo 1995 - Berlin, malarstwo - Quebec - malarstwo - Quebec - konkurs rzeźby w śniegu 1994 - Berlin, Schauplatz Teater - rysunkowy performance 1990 - Zielona Góra, Galeria BWA - obiekt 1989 - Karlino, Stary spichlerz - instalacja ARTLUK  - artykuł Marcin Rupiewicz (1966) przez wiele lat swojej twórczej pracy poszukiwał simulakry poprzez, którą porozumiewałby się z widzem. W okresie studiów na ASP w Gdańsku powoli odchodził od figuratywnych motywów – znaków. Jego ulubionym znakiem była wtedy około 1987 – trupia czaszka. Ciekawych prac z tego okresu pozostało niewiele – kilku kolekcjonerów prac Rupiewicza dzierży jak jak relikwie np. „Aniołek z wyszczerzonymi, ostrymi jak igiełki zębami” (pastela na desce). Wiele ciekawych ścieżek przechodziło malarstwo Rupiewicza pod wpływem jego mistrza Hugona Laseckiego nim Rupiewicz stał się abstrakcjonistą. Rozmalowane na poły geometryczne abstrakcje swą kolorystyką zdradzały wczesną fascynację pracami kapistów. Po latach jednak powrócił do znaku, a w zasadzie do pola znaczeniowego. Pole przybrało postać – misia – Pan Miś – precyzyjnie jest mutacją wyobrażenia Teddy Beara (Nazwanego tak na cześć Theodora Roosvelta) kukiełki, zabawki dziecięcej poprzez, którą Marcin Rupiewicz deklinuje swoje wypowiedzi malarskie. Pierwsze misie, perwersyjnie umazane czekoladą(?) pojawiły się na płótnie w okolicach 2003 roku, w cyklu Kinder Bueno. Po tym nastąpił i trwa do dziś świadomy proces umisiowiania. Na początku pojawiły się umisiowienia gwiazd pop kultury Elvisa, Marylin Monroe, David Bovie. W tej serii znalazy się postaci z popkultury, ale i artyści, dyktatorzy, kosmici, bliżsi i dalsi znajomi. Wymieńmy tu niektóre postaci, w które wciela się Miś: jest miś Obama, miś Dalaj Lama, miś Andy Warhol, Josef Beuys Charlie Chaplin czy nawet Adolf H.   Oprócz portretowanych postaci Rupiewicz chętnie sięga po cytaty z historii sztuki, które z równą swadą umisiowia. Umisiowione zostały również cytaty z historii sztuki. Ciekawsze przykłady to Mona Lisa mistrza Leonarda przechrzczona na Monę Misię – obrabianą już przez większość współczesnych prześmiewców od Duchampa począwszy, Maja Naga (Misia Naga), Lekcję Anatomii Doktora Tulpa (Lekcja Anatomii Doktora Misia), Wolność prowadząca lud Paryża na barykady jak i bardziej współczesne: Piramida Zwierząt Katarzyny Kozyry (Piramida Misiąt) czy nawet Palma Joanny Rajkowskiej.   Umisiowieniu ulegają równierz zwykłe scenki rodzajowe. Pragę zwrócić uwagę na podwójnie kodowaną poetykę tytułów. Dwa misie na tle ultramarynowego morza grające w piłkę plażową noszą tytuł: „W każdej chwili może nastąpić załamanie pogody”. Wiele scenek rodzajowych i portretów zmutowanych u Rupiewicza nosi  zastanawiające tytuły na przykład: na przykład „Tracąc ego”... Dlaczego artysta umieszcza wirującą swastykę odcinająca głowę misiowi? Pojawiają się figury również innych postaci jest na przykład Żelazna Wilczyca, której sens, jaki udaje się odnaleźć to poszukiwanie, to próba wyjścia Rupiewicza poza figurę misia, ale nie wyjście ze świata dziecięcej wyobraźni. Być może jest to uzupełnienie miękkiej pluszowej postaci, postacią twardą i kanciastą tajemniczym autorytetem – animalnym drapieżnym archetypem.   Co może leżeć u podłoża, jaki jest najgłębsze tło emocjonalne tego malarstwa? – Intuicja jaka się narzuca to przede wszystkim – wyobraźnia dziecka, emocje dziecka, lęki dziecka, a także głębia dziecięcego widzenia. Marcin Rupiewicz nie jest dzieckiem, lecz w pełni dorosłym malarzem, ów świadomy zabieg otwiera drogę do komentarza rzeczywistości. Rzeczywistości misia… Łatwiej i szerzej opisuje się za pomocą „wzorca misiującego” rzeczywistość szczególnie tę okrutną z portretem przewodniczącego Mao, gdy posiada ona postać metafory. Łatwiej zmetaforyzować świat w formie ludzi-misi niż ludzi jak gdyby byli z krwi i kości.   Marcin Rupiewicz para się również animacją komputerową, w której próbuje łączyć malarstwo i rysunek z eksperymentem dźwiękowym. Animacje Rupiewicza powracają do abstrakcji, na przykład głowy misia stają się łzami, lecący samolot staje się krzyżem niesionym w procesji. Rzeczy nie są tym czym się jawią. Te i inne zabiegi możemy zaobserwować klipie video do tekstu Wojciecha Stamma te słowa piszącego pod tytułem: „Słone Przymorze” na płycie Kaszebe II Olo Walickiego (do zobaczenia na https://www.youtube.com/watch?v=-xXrBJajN9I). W klipie tym widzimy ilustrujące słowa symbole, obrazy te tworzą abstrakcyjne metafory połączone z tekstem głęboką tajemną nicią. Jest to zabieg podobny do działań  twórców polskiej szkoły plakatu – działanie skrótem, metaforą.   W 2011 Marcin Rupiewicz zrealizował działanie zdekonstruował i uaktywnił pewne motywy obrazu Jana Matejki – Hołd Pruski. Praca została zaprezentowana na Marianenplatz w Berlinie w kwietniu wywołując wesołość zgromadzonych wokół wyświetlanego obrazu na ekranie. (Prezentacja odbyła się w ramach spotkań KNOT, której kuratorem był Kuba Szreder.) Kolejny raz ukazując swój ironiczny arcyciekawy stosunek zarówno do tradycji, jak też patosu narodowego.   Sztuka biurowa, którą artysta zaprezentował po raz pierwszy w Łodzi 2011 roku pod opieką galerii Ars Nova to instalacja „site specyfic”, przeznaczona była do „Domku Ogrodnika” na terenie Akademi Humanistyczno-Ekonomicznej (AHE) w Łodzi. Składała się z wielkiej tapety stworzonej z rysuneczków sporządzanych na karteczkach do notatek, następnie zeskanowanych i połączonych wielką płachtę. Uzupełniała je podwójna projekcja video ciągle morfujących stworów równolegle na dwóch oknach budynku. Oraz instalacja dźwiękowa, która powstała we współpracy z kompozytorem Bartkiem Persichem. Rysuneczki, momentalne szkice powstają nadal wciąż powiększając rozmiary tapety, wykonywane są w trakcie pracy, którą para się Rupiewicz na codzień jako człowiek oddający swoje siły korporacji. Nie wiem, co spowodowało moje skojarzenie tych rysuneczków z maszkaronami na dachach katedr. Skąd te amorficzne stwory spoza wewnętrznej dyscypliny artysty? Nie są ani misiami, ani też pracami designerskimi.   Idea sztuki biurowej w prostej linii wywodzi się z koncepcji l’art brut Jeana Dubuffeta. Te – maszkarony, „buźki”, studia – to małe demony – żarty, z którymi Marcin Rupiewicz żyje za pan brat – wyparte z oficjalnego obiegu z katedry, żyją na marginesie na dachu spoglądając na klęski i sukcesy wojskowe, wolność i niepodległość, katastrofy naturalne, katastrofy lotnicze, religie i kościół, inwazje i przemarsze wojsk, kalendarz rocznic i domeny symboliczne kultur… Należało by życzyć artyście, żeby jego wesoła i głęboka sztuka zbłądziła nie tylko pod strzechy, ale i do galerii na całym świecie.   Z humorystyczną stroną Misia możemy zapoznać się w cyklu rysunków MIŚ NA DZIŚ.  http://misnadzis.blogspot.com/                  
Click to share thisClick to share this